„To się w ogóle opłaca?”
To pytanie słyszy chyba każdy, kto próbuje stworzyć coś z pasji, z serca, rzemieślniczo. Szczególnie dziś - w świecie wykresów, szybkich wyników, optymalizacji kosztów i nieustannego rozliczania wszystkiego z efektywności.
I szczerze?
Rozumiem to pytanie. Naprawdę.
Na co dzień, patrząc na świat z okien szklanego wieżowca, widzę mechanizmy, które nim rządzą. Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal każdą decyzję próbuje się wtłoczyć w arkusz Excela:
- ile to kosztuje,
- jaki będzie zwrot z inwestycji,
- ile da się zaoszczędzić,
- czy wszystko maksymalnie „się spina”.
Tylko że w tym całym matematycznym pędzie bardzo łatwo zapomnieć o jednej ważnej rzeczy.
Nie wszystko, co wartościowe, da się policzyć.
I - jak mawiał profesor Władysław Bartoszewski - nie wszystko, co warto, się opłaca, i nie wszystko, co się opłaca, warto.
Są ludzie, dla których nic się nie opłaca
Zauważyliście kiedyś, że istnieje grupa ludzi, dla których praktycznie wszystko oceniane jest wyłącznie przez pryzmat ceny?
Lepszy materiał?
„Za drogi.”
Ręczne wykonanie?
„Przecież można kupić taniej.”
Porządny produkt na lata?
„Po co, skoro marketowy też działa.”
Spokojny wieczór z rodziną?
„Lepiej zrobić coś produktywnego.”
I jasne - każdy ma prawo patrzeć na świat po swojemu.
Problem pojawia się wtedy, kiedy całe życie zaczynamy budować wyłącznie wokół najtańszej opcji.
Bo bardzo łatwo dojść do momentu, w którym:
- wszystko jest szybkie,
- wszystko jest chwilowe,
- wszystko jest „wystarczające”,
- ale nic nie daje prawdziwej satysfakcji.
Otaczamy się rzeczami bez historii, bez jakości i bez emocji. A potem zastanawiamy się, dlaczego mimo tylu rzeczy wokół nadal czegoś nam brakuje.
Zalane półki tanimi produktami
Wystarczy wejść dziś do większości sklepów.
Półki pełne są rzeczy projektowanych głównie pod cenę:
- produkowanych masowo,
- tworzonych szybko,
- wykonanych z syntetycznych materiałów,
- mających wyglądać dobrze przez chwilę.
Nie projektuje się ich po to, żeby służyły latami.
Mają wytrzymać sezon. Może dwa.
Potem pojawi się kolejna kolekcja, kolejny trend i kolejny produkt „na chwilę”.
I to dotyczy dziś niemal wszystkiego:
mebli, ubrań, dodatków do domu, dekoracji… a nawet sposobu życia.
Kupujemy szybko.
Wymieniamy szybko.
Zużywamy szybko.
Żyjemy szybko.
Gdzieś po drodze zaczęliśmy tracić coś bardzo ważnego:
szacunek do jakości, trwałości i rzeczy tworzonych z sercem.
Pasja zawsze będzie przegrywać z Excelem. I całe szczęście.
Gdybyśmy patrzyli wyłącznie na chłodną opłacalność, wiele pięknych rzeczy nigdy by nie powstało.
Nikt nie tworzyłby ręcznie plecionych hamaków przez kilkanaście dni, skoro syntetyczny model można wyprodukować masowo w kilka minut.
Nikt nie sadziłby naturalnego ogrodu tylko po to, by obserwować, jak powoli dojrzewają pomidory i zioła.
Nikt nie budowałby marek opartych na spokoju, naturze i filozofii slow life.
Bo z perspektywy liczb zawsze znajdzie się coś:
- szybszego,
- tańszego,
- bardziej „efektywnego”.
Tylko że człowiek nie jest maszyną.
Nie żyjemy wyłącznie po to, żeby maksymalizować wydajność.
Dlaczego więc pasja wygrywa?
Bo daje coś, czego bardzo często nie dają pieniądze.
Sens.
Spokój.
Satysfakcję.
Autentyczność.
Poczucie, że tworzysz lub wybierasz coś prawdziwego.
I może właśnie dlatego coraz więcej osób ma dziś dość:
- plastikowości,
- masowej produkcji,
- sztuczności,
- życia w ciągłym biegu,
- i rzeczy, które po kilku miesiącach trafiają do kosza.
Coraz bardziej tęsknimy za czymś autentycznym.
Za produktami, które:
- mają historię,
- mają duszę,
- są tworzone z sercem,
- i zostają z nami na dłużej.
Hamak jako symbol wolniejszego życia
Dla wielu osób hamak to po prostu produkt do ogrodu.
Dla nas stał się symbolem czegoś znacznie większego.
Powrotu do spokojniejszego życia.
Do odpoczynku bez wyrzutów sumienia.
Do wieczorów bez telefonu.
Do rozmów przeciągających się do zachodu słońca.
Do świata, w którym nie wszystko musi być:
- natychmiast,
- najtańsze,
- i maksymalnie zoptymalizowane.
Bo największą wartością rzemiosła premium jest właśnie to, że powstawało powoli.
Tak jak ręcznie pleciony hamak.
Tak jak ogród.
Tak jak relacje.
Czasu i spokoju nie kupisz w markecie
Na koniec dnia, kiedy gasną światła w biurowcach, zostajemy sami ze sobą.
I wtedy okazuje się, że tego, co w życiu najważniejsze, nie da się przeliczyć na żadną tabelkę.
Nie da się wycenić:
- śmiechu dzieci biegających po ogrodzie,
- spokojnego wieczoru w hamaku,
- zachodu słońca oglądanego bez pośpiechu,
- ani tego momentu, kiedy po całym tygodniu stresu Twój oddech wreszcie zwalnia.
Nie wszystko musi być maksymalnie efektywne.
Czasem warto wybrać jakość, spokój i rzeczy tworzone z pasją - po prostu dlatego, że poprawiają codzienne życie i pozwalają odzyskać równowagę.
Pieniądze potrafią kupić wiele rzeczy.
Ale nie kupią czasu, autentyczności i świętego spokoju.